iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Śmierć Prezydenta Polski wstrząsnęła światem

Odkąd żyję, nie słyszałam o tak wielkiej katastrofie, która przydarzyłaby się jakiemukolwiek innemu narodowi na świecie. Do dzisiaj, gdy 88 kluczowych osób życia politycznego, społecznego, finansowego i zbrojnego zginęło w katastrofie lotniczej w okolicy Smoleńska.

Polacy podzielili się na grupy. Jedni porównują tę tragedię do zbrodni katyńskiej, szukają łącznika pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami. Drudzy węszą spisek i snują opowieści o rosyjskim zamachu. Niestety istnieje też spora grupa komentatorów, którzy (wyłącznie w Polsce) rozpisują się na forach o tym, że (cytat dosłowny z forum) plan Tuska się spełnił

Wychylając się odrobinę ponad ten polski kocioł, zwróćmy uwagę co dzieje się zagranicą. Dzisiaj każdy zagraniczny portal informacyjny na pierwszym miejscu opisuje tragedię samolotu Polskiego Prezydenta. Jego śmierć wstrząsnęła światem. Oczy wszystkich dziennikarzy skierowane są w stronę polsko-rosyjską. Odpowiadają na automatyczne pytania:

- Kto był na pokładzie? Kim oni byli?

- Po co lecieli do Smoleńska?

- … Na uroczystości upamiętniające zbrodnię Katyńską…

- Czym jest zbrodnia Katyńska?

- … W okolicach Katynia, w lesie, siedemdziesiąt lat temu, Sowieci zamordowali 20 tysięcy polskich oficerów i przedstawicieli inteligencji polskiej… - Tę informację dzisiaj usłyszy każdy, kto ogląda telewizję lub czyta gazety lub śledzi wiadomości w internecie, na całym globie.

W najbliższym czasie oczy świata będą obserwowały Polskę. Bez wątpienia, na długo wpadniemy w pułapkę dezorganizacji, traumy, zamieszania i ogromnej żałoby. 88 osób kluczowych w państwie zginęło. Pomnóżcie to przez 227, a zrozumiecie rozmiar sowieckiej zbrodni z kwietnia 1940. Ja nie potrafię...

Dziś rano zginął Prezydent Polski Lech Kaczyński, niezwykły człowiek, który za życia walczył między innymi o upamiętnienie wydarzeń katyńskich, nazwanie ich po imieniu - zbrodnią ludobójstwa w Katyniu. Jego niespodziewana i tragiczna dla całej Polski śmierć zmusiła wszystkie media świata do napisania o mordzie w Katyniu wprost.

 

NYT

Reuters

BBC

Komentarzy: 1
O wolności słowa i czwartym czerwca '89

Czwartego czerwca ‘89 nie pamiętam. Miałam siedem lat. Nie pamiętam, bo wolno mi było nie rozumieć co się dzieje w Polsce. W głowie mam tylko obrazy z kampanii wyborczej. Mój ojciec rozwieszał na bramie przed naszym podwórzem plakaty z twarzą Wałęsy i logiem Solidarności. Przyklejał je co noc. A co rano były już zerwane. Nie usuwali ich milicjanci, których bała się mama, ale sąsiedzi.

Syzyfowy tato co wieczór powtarzał rytuał. Czasami pozwalał mi pomagać, choć mama powtarzała, że to niebezpieczne. Zupełnie nie rozumiałam dlaczego jest to niebezpieczne i dlaczego robi to w nocy. On nie tłumaczył się dziecku.

Mama wyjaśniała noc i niebezpieczeństwo ustrojem politycznym i brakiem wolności słowa. Przypomnę tylko, że byłam pierwszakiem. W mojej głowie pojawiało się coraz więcej pytań - co to jest wolność słowa? Co to jest wolność? Jak można uwięzić słowo, przecież słowo nie ma rączek, to za co je chwycisz?…

Nie rozumiałam.

Nie tylko ja.

Ponad dwa lata później, w wolnej Polsce jako szczęśliwa czwartoklasistka redagowałam z koleżankami ścienną gazetkę szkolną. Pewnego dnia wychowawczyni zadała nam temat wielcy Polacy. W moim domu dużo rozmawiało się o Lechu Wałęsie. Rodzice między wierszami nazywali go wielkim Polakiem, dlatego zgłosiłam jego kandydaturę.

Koleżanki mnie wyśmiały. Prezydenta nazwały elektrykiem i związkowcem. Żadna z nas nie wiedziała co to znaczy, więc skończyło się na pyskówce. Wróciłam do domu z płaczem. Materiały o Wałęsie przygotowałam mimo wszystko. Następnego dnia zawiesiłam je pomiędzy Janem Pawłem II i Marią Skłodowską Curie. Może na przekór.

Uczniowie nawet nie zauważyli. Nosiliśmy przekonania polityczne naszych rodziców, więc alternatywne spojrzenia nie dotykały nas bezpośrednio, nie drażniły oczu. A wbrew aktualnym publikacjom nie cała Polska popierała Solidarność.

Wałęsę ocenzurowała wychowawczyni.

Po lekcjach zabrała mnie na bok.

- Wałęsa nie jest wielkim Polakiem - tłumaczyła. Nie wolno tak mówić, nawet jeżeli tak uważasz. Dostałam naganę. Mój stosunek do osoby Wałęsy zweryfikował czas. Jednak wtedy dowiedziałam się jak można uwięzić słowo. Chociaż nie ma rączek.

Dla mnie data 4.06.1989 nie jest datą przełomu. Bo to co wywalczyliśmy 20 lat temu do dzisiaj nie nauczyliśmy się mieć, ani doceniać. Dwadzieścia lat to chyba za mało. Ćwierć wieku temu za opozycyjne przekonania zostałabym wyrzucona ze szkoły. Siedemnaście lat temu dostałam naganę. Dzisiaj podniosłabym poprzeczkę dyskusji, bo trudniej dyskutować z kimś o odmiennych przekonaniach. Ale nadal najpoważniejszym argumentem jest strach przed ośmieszeniem się.

Wolności słowa wywalczonej czwartego czerwca wciąż się uczymy. Uczymy się na prostych przykładach gazetki ściennej, Kataryny i (niestety) Palikota. Lecz również dzięki Internetowi. Tu, na blogach, każdy ma prawo skonfrontować swoje stanowisko z opinią innych. Nie tylko polityczne. Tu wolność wypowiedzi ma wiele twarzy i jeszcze więcej pseudonimów.

I choć jest jeszcze niedopracowana, jakby do połowy, z jedną nóżką bardziej, to przynajmniej nasza - Wolność Słowa.

To właśnie jest dla mnie powodem, by świętować przemiany rozpoczęte w 1989 roku.

 

Komentarzy: 3
Pracujemy globalnie. Myślimy lokalnie. Nie głosujemy
Czyli my. Przejrzałam wpisy na blogach i komentarze na forach. Niewielu internautów i jeszcze mniej internautek interesuje polityka. Nie ma w tym nic złego - politycy przeskakują z partii do partii reprezentujących rzekomo odmienne opcje. A skoro oni gubią się na scenie politycznej, to my tym bardziej.
 
Nie planujemy głosować w najbliższych wyborach nie tylko dlatego. Powodem jest również myślenie, że nasz głos się nie liczy. Jest za mały. Na pewno mamy wpływ na wspólnotę mieszkaniową lub na spółkę, którą prowadzimy. Kontrolujemy jej pracę, obserwujemy wyniki. Ale jaki wpływ mamy na Parlament Europejski?
 
492 miliony obywateli UE kontra mój jeden głos. Dla porównania - prawdopodobieństwo trafienia "szóstki" w Dużym Lotku to jeden do 14 milionów.
 
Z drugiej strony - jaki ma wpływ Parlament Europejski na nas?
 
Dziennikarze internetowi (bo wbrew dyskusji żyją i mają się dobrze) prześcigali się w licytacji ile pieniędzy dostaliśmy od Unii. Ja tych miliardów euro nie dostałam, więc mnie to nie dotyczy.
 
Jak zmieniło się prawo po przystąpieniu do UE?
 
Temat sprawił tyle problemów pisarczykom, że aż go zarzucili. A szkoda, bo przynajmniej wiedziałabym lepiej dlaczego muszę płacić za woreczki foliowe w sklepach, dlaczego teraz mogę odliczyć VAT od zakupu samochodu na firmę i dlaczego podrożał sprzęt elektroniczny.
 
---
 
Uważam jednak, że najważniejszą przyczyną braku orientacji politycznej jest nasze zmęczenie podziałami. Nasi rodzice byli albo czerwoni albo solidarnościowi. Bez strefy przejściowej. Zawsze opowiadali się za czymś. Zawsze mieli płot, miedzę, albo punkt styku ZOMO i związkowców. Zawsze stawiali granice.
 
My tego nie chcemy. Nie chcemy podziału. Nie chcemy opcji. Nie chcemy wywoływania do tablicy z pytaniem - konserwatyzm czy liberalizm? Lewica czy prawica? Post-solidarność czy post-komunizm?
 
Żadne z powyższych.
 
Myślimy kategoriami wspólnych cech. Dlatego bardzo lokalnie, na bardzo wąskim obszarze - "podwórka", branży, grupy społecznej, miasta. Rzadziej państwa. Jeszcze nie Unii.
 
Co najmniej dla poszerzenia granic tego "lokalnego myślenia" warto zagłosować 7 czerwca.
Komentarzy: 4
O kuchni politycznej
Wczoraj mieliśmy okazję obejrzeć świetnie wyreżyserowany spektakl. Spotkanie premiera ze związkowcami. Oczywiście OPZZ i NSZZ uznali siebie za ważniejszych od głowy rządu i nie przystali na warunki debaty. Prawdopodobnie nie wiedzą nawet czym jest debata. Premier natomiast otrzymał 45 minut najlepszego czasu antenowego na wyjaśnienie swojego stanowiska wobec przemysłu stoczniowego, sytuacji gospodarczej Polski i kryzysu. W sam raz na okres kampanii wyborczej PO.
 
Słowa premiera ja, jako szaraczek-podatnik, kupiłam. Nie uwierzyć jego słowom to tak jakby zrezygnować ze specjału z menu najlepszej restauracji w Polsce. Wszystko smaczne, idealnie doprawione i fantastycznie podane.
 
Denerwuje mnie jednak, że nie ma ani jednej osoby, która potrafiłaby dyskutować z premierem. Nie ma ani jednego polityka lub dziennikarza, którego kontrargumentacja zmusiłaby premiera chociażby do wysiłku umysłowego, do szukania argumentów do kontr wypowiedzi. Nie ma nikogo, kto rzucając rękawicę debaty przedstawicielowi partii rządzącej, wiedziałby co z nią później zrobić.
 
Wysłuchałam dzisiaj komentarzy polityków: Grzegorza Napieralskiego, Jarosława Kaczyńskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego. Specjalnie wymieniłam ich razem, bo absolutnie niczym się od siebie nie różnią. Wypuścili kilka haseł, bezwartościowych papek, i obietnic, że obniżą bezrobocie, podniosą produkcję i takie tam. Dokształceni kryzysowymi raportami i ekspertyzami obywatele nie mogą zasmakować w takiej kaszy. Jako wyborca czuję się zniesmaczona.
 
Jeden z doktorów habilitowanych wrocławskiego Uniwersytetu Ekonomicznego podkreślał podczas swoich wykładów z mikroekonomii, że nie ma nic czego ludzie nie zrobiliby, gdyby tylko pozwolono im przestać myśleć. Nam partia rządząca pozwala przestać myśleć. Głód informacji zaspokaja równomiernie, w idealnych dawkach. Nie pozostawia miejsca w żołądku na dociekanie. Nie pozostawia też miejsca w ofercie polskiej kuchni politycznej, no... może tylko oszołomom.
 
Nie mamy szans na godnego przeciwnika dla Tuska w debacie, dyskusji, czy zwykłej rozmowie. Nikt nie postawi premiera w ogniu pytań. Tusk zjadł już dziennikarzy pokolenia oczko wyżej niż my - Najsztuba, Olejnik i Lisa. Najsztub w wywiadzie z Tuskiem oddał pole bez walki. Olejnik odpadła przy haśle rolowanie, po którym nie potrafiła już rzeczowo prowadzić dyskusji. Lis w swoim programie tuż po debacie sam przyznał, że premier nie jest chłopcem na posyłki, a następnie wyraził poparcie dla stanowiska partii rządzącej w kwestii stoczni. I właściwie w każdej innej.
 
Tusk już wygrał miejsca dla PO w PE, a nawet prezydenturę. Nie mówię, że to źle. Ale źle, że walkowerem.
Komentarzy: 0
Gdańsk, Kraków, a może Wrocław…?

 

Denerwuje mnie spór o miejsce obchodów rocznicy 4 czerwca '89. Związkowcy i politycy zapominają, że w pierwszych wolnych wyborach wzięła udział cała Polska, a nie tylko Gdańsk.
 
Zdaję sobie sprawę, że bez strajku w stoczni gdańskiej w sierpniu 1980 roku tak szybko nie doszłoby do przemian. To Lech Wałęsa stanął na czele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Gdańszczanin i stoczniowiec, otrzymał poparcie prodemokratycznej części Polski w wyborach powszechnych w 1990 roku. A przecież każdy „oddział” Solidarności miał swojego lokalnego lidera.
 
Wierzę, że wcześniej stoczniowcy walczyli z systemem. Z systemem, w którym nie liczył się człowiek. Obecnie walczą z człowiekiem, z partią, z konsumentem, z wolnym rynkiem…
 
Gdańsk dla mnie nie jest już symbolem walki z PRL, ale walki z czym się da.
 
Upadająca stocznia, jeżeli nie znajdzie kolejnego zewnętrznego inwestora, zostanie zamknięta. Nie z braku pieniędzy, bo otrzymała wcześniej dofinansowanie, ale w wyniku złego zarządzania.
 
Ja nie chcę się do tego biznesu dokładać. Wystarczy, że utrzymujemy szpitale, całą służbę zdrowia i wiele nierentownych organizacji. Nie chcę by szastanie pieniędzmi weszło polskiemu rządowi w krew. W recesji lista żądających i tak znacznie się wydłuży.
 
A Gdańsk kojarzy się głównie z postacią Lecha Wałęsy. Ze skompromitowanym przez PiS i D. Ganleya Lechem Wałęsą. Skompromitowanym niejasną historią współpracy z SB. I gdy już w duchu zgodziłam się przymrużyć na to oko - wystawił na sprzedaż swoje ideały polityczne.(Czy je w ogóle miał?)
 
Drogę do wolnych wyborów rozpoczęli nasi rodzice dużo wcześniej niż stoczniowcy strajk. Doprowadziła do zwycięstwa na szerszym polu niż gdańskich 21 postulatów. Obecnie duch demokracji wyparował z Gdańska, albo zagłuszają go krzyki związkowców z Sierpnia 80.
 
Dlatego nie widzę powodu, by obchodów nie przenieść do Krakowa, Poznania lub Warszawy. Pokolenie młodych Wrocławiaków to dzieci silnego podziemia opozycyjnego skupionego wokół Politechniki, Uniwersytetu i dawnej Akademii Rolniczej. Dlaczego nie przeniesiecie uroczystości do stolicy Dolnego Śląska…?
 
Ale tak naprawdę obchody mnie nie obchodzą. W oczy kole inny zgrzyt. Z jednej strony kłócimy się o pierwsze wolne wybory w Polsce. Z drugiej – Polaków przecież prawo głosu nie interesuje. W wyborach do Parlamentu Europejskiego postawi X na kartce co ósmy z nas
 
…Partia rządząca szuka scenerii uścisków dłoni z przywódcami europejskimi, a robotnicy dalej manifestują, strajkują… Dlatego rocznicę wyborów najtrafniej komentują słowa A. Osieckiej -
 
miał być raj, miał być cud
i ćwiartka na popicie, 
a to wszystko nie tak, nie tak, 
nie to,
a jeżeli, a jeśli - nie to, 
no to o co, u diabła, nam szło? 

 

Komentarzy: 0
Składki ZUS są stałe, ale wartości się zmieniają
Jest na co się wkurzać. Stałe składki ZUS jakoś znowu się zmieniły. Ci redaktorzy, którzy cieszyli się, że już od marca włącznie nie będą musieli co kwartał śledzić stron ZUS-u, by aktualizować wartości w tabelkach – znowu się przeliczyli.
 
Gorzej jednak mają małe, nowe jednoosobowe firmy. Dziś rano chcąc ustalić ostatecznie ile będę musiała wpłacić na ZUS, odnalazłam różne teorie na ten temat. Jedne serwisy podają, że 104,58 zł inne że 104,08zł.
 
Dotarłam jednak do źródła. Od 1 kwietnia tego roku obowiązuje niższa stawka obliczania wypadkowej – 1,67 procenta obniżonej podstawy. Dlatego niepłacących chorobowego, zatrudniających mniej niż 10 pracowników społeczne za kwiecień wyniosą 104,08 zł. Zdrowotna 224,24 zł.
 
Jeżeli firma działa dłużej niż 24 miesiące (i nie korzysta z ulgi) radzę zajrzeć na stronę ZUS-u. Niektóre serwisy na chwilę straciły czujność. A składki ZUS to chyba najczęściej zmieniająca się stała.
Komentarzy: 3
Dotacje z UE: 40 tys. zł na założenie firmy
Spośród programów finansujących założenie firmy, dotacja z Unii Europejskiej jest najatrakcyjniejsza. Beneficjenci osi działań 6.2 Kapitał Ludzki mogą otrzymać nawet 40 tys. zł. Jak?
 
Procedura przyznawania środków obejmuje to sześć etapów. 
1. Wybór instytucji pośredniczącej. Po pierwsze należy znaleźć instytucję, do której można zgłaszać się po wsparcie.
 
Spośród jedenastu instytucji wymienianych przez Dolnośląski Wojewódzki Urząd Pracy co trzecia zamknęła już rekrutację. Dlatego ze zgłoszeniami należy się pospieszyć. Listy wszystkich znajdują się tutaj.
 
2. Zgłoszenie do programu. Na stronie internetowej wybranej przez siebie organizacji znajdziesz wniosek zgłoszeniowy do programu.
 
3. Szkolenie. Zakwalifikowanie się na tym etapie nie oznacza, że dostaniesz pieniądze, lecz miejsce w ławie. Dokładniej - przejdziesz szkolenie z zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej. Trwa ono niestety długo - około trzech miesięcy.
 
4. Rywalizacja. Instytucje zwykle szkolą więcej osób niż wynosi liczba dotacji pieniężnych. Dofinansowanie uzyska NAJLEPSZY biznesplan. W jego napisaniu ma pomóc oczywiście wcześniej wspomniane szkolenie. Ważne jest jednak, aby Twoja firma realizowała Twoje pasje i zainteresowania, Twoje kompetencje. Jeżeli komisja uzna, że nie zrealizujesz swojego biznesplanu, trafi on do kosza.
 
5. Zakupy. Po otrzymaniu decyzji o przyznaniu dotacji podpisujesz z instytucją umowę. Następnie dostajesz na konto pieniądze. Na tym etapie rejestruje się działalność gospodarczą.
 
Niektóre instytucje przewidują udzielenie dotacji firmom, które już działają na rynku, jednak nie dłużej niż rok. Zatem jeżeli niedawno założyliśmy firmę i chcesz uzyskać dofinansowanie z programu 6.2 Kapitał Ludzki, musisz szczegółowo dowiedzieć się (od organizacji), czy możesz na nie liczyć.
6. Rozliczenie. Zakupy z unijnych pieniędzy należy na żądanie instytucji rozliczyć. Wystarczy przedłożyć rachunki i faktury.
 
OCENA PROGRAMU
 
Zalety:
- Pieniądze. Żaden inny program nie oferuje tak dużego dofinansowania na założenie własnej firmy.
- Szkolenie. Zanim założysz firmę dowiesz się wszystkiego, czego potrzebujesz, aby samodzielnie założyć i prowadzić firmę. Wiec jeżeli przed programem nie wiesz jaki podatek masz płacić, gdzie się zgłosić, jak naliczać składki i czym różni się VAT naliczony od należnego – dowiesz się w trakcie szkolenia.
- Mało ograniczeń. Wymagania programu dostosowane są do sytuacji na rynku pracy. Jakich bezrobotnych jest najwięcej w rejonie, tacy najpewniej otrzymają fundusze. Nie zawsze jednak musisz być bezrobotnym, niewykształconym absolwentem szkoły podstawowej, bez prawa do zasiłku aby z nich skorzystać.
 
Przykład: w województwie małopolskim największe szanse mają absolwenci uczelni wyższych, przed ukończeniem 35 roku życia. Warunkiem jest prowadzenie przyszłej firmy w Małopolsce przez co najmniej 12 miesięcy.
 
Wady:
- Czas. Trzy miesiące czekania na założenie firmy to stanowczo za długo. Jeżeli od dofinansowania uzależniony jest fakt czy ruszy firma czy nie, to te trzy miesiące nauki oznaczają wegetację Lub życie na garnuszku rodziców.
- Nie ma pewności czy dostaniesz dofinansowanie. Wygrywa najlepszy biznes plan.
- Niekoniecznie dostaniesz aż 40 tys. zł. Być może mniej. Zależy od tego ile tak naprawdę potrzebujesz na uruchomienie firmy. Jeżeli wystarczy 18 tys. zł, lepiej zwrócić się o pomoc do Urzędu Pracy – w tym przypadku obie drogi zapewnią Ci takiej samej wysokości dotację, ale Urząd Pracy szybciej.
 
Program jest szalenie atrakcyjny, ale dla tych, którym się nie spieszy. Mają z czego żyć, pozostają bez pracy bo jej nie potrzebują, np. utrzymują ich rodzice. Na dofinansowanie z UE mogą zatem czekać nawet miesiącami.
Komentarzy: 0
Jak rozliczyć PIT-37 przez internet?
PIT-37 można wysłać przez Internet. I jest to dziecinnie proste. Ci, którzy zwlekali do dzisiaj z rozliczeniem podatku, nie będą musieli stać w kolejce ani na poczcie, ani w urzędzie. Wypełnienie formularza trwa 15 minut. Po godzinie odbierasz e-potwierdzenie... i gotowe!
 
Ministerstwo Finansów uruchomiło witrynę www.e-deklaracje.gov.pl. Na niej znajduje się program, który należy ściągnąć i zainstalować na komputerze. Pod Windowsem na pewno działa. Pod innymi systemami… nie wiadomo. Na stronie ministerstwa poinformowano, że tak. W instrukcji – że nie.
 
Wypełniając formularz, oprócz swoich danych i danych organizacji, której przekażesz 1 procent, podajesz:
- sumę przychodów (z rozbiciem na źródła);
- koszty ich uzyskania;
- sumę zaliczek pobranych przez płatnika;
- kwotę składek na ubezpieczenia społeczne;
- kwotę składek na ubezpieczenie zdrowotne.
Znajdziesz je na PIT-ach jakie dostałeś od pracodawców.
 
Pozostałe wartości program uzupełnia sam. Zatem nawet nie musisz znać systemu obliczania podatku w Polsce.
 
Dla potwierdzenia, że to właśnie ty wysyłasz PIT-a program zapyta cie o sumę przychodów jakie uzyskałeś w roku 2007. Nie potrzebujesz bezpiecznego podpisu elektronicznego. W następnym kroku już tylko wysyłasz e-formularz.
 
Ja po godzinie otrzymałam potwierdzenie (UPO - Urzędowe Poświadczenie Odbioru), że zgłoszenie otrzymano i jest ok.
 
Minusy:
- PIT-36, PIT-36L, PIT-38, PIT-28… ich nie rozliczysz on-line;
- w razie błędów korektę można wysłać (lub dostarczyć) tylko papierową;
 
Plusy:
- można rozliczać się z małżonkiem (ale najpierw trzeba wysłać formularz papierowy);
- można rozliczać ulgi;
- można przekazać jeden procent;
- rozliczenie z fiskusem odbywa się przy kawce, w kapciach, w domu i SZYBKO!
 
E-Formularze Ministerstwo przyjmuje do końca kwietnia. Jednak w ostatnich dniach miesiąca UPO mogą przychodzić z opóźnieniem... lub wcale. Według mnie już nie ma na co czekać.

 

Komentarzy: 1
Zyzak i inne argumenty za zamknięciem IPN-u

Nikt już chyba nie ma złudzeń, jakim aparatem i przez kogo sterowanym jest Instytut Pamięci Narodowej. Skrytykowanie Lecha Wałęsy w pracy magisterskiej nagradza stanowiskiem (chłopca od ksero, ale zawsze). Publikacje dotyczące życia prywatnego przywódcy Solidarności zbierają żniwo orderów.

Prezydent zapomniał, po raz kolejny, że ma reprezentować całe społeczeństwo polskie, a nie tylko swoją ulubioną moherową połowę. W wyniku czego dzisiaj, dziennikarka Ewa Milewicz odesłała głowie państwa przyznany jej Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

Zamieszanie wokół IPN Lech Kaczyński podsumował kilka dni temu stwierdzeniem: "to przejaw walki Polski, która ma coś na sumieniu z tą, która nie ma". Następnie przyznał Januszowi Kurtyce i innym pracownikom IPN odznaczenia za "odwagę w ujawnianiu i rozpowszechnianiu prawdy".

W mniemaniu głowy państwa istotną prawdą są brudy z życia prywatnego byłego prezydenta. Bo jak inaczej nazwać publikację, w której młody historyk Paweł Zyzak opowiada o dziewięcioletnim Lechu sikającym do kropielnicy. Nie wydaje mi się również, by nieślubne dziecko degradowało rolę Wałęsy w doprowadzeniu do obrad "okrągłego stołu".

Sądząc po recenzji pióra publicysty "Dziennika" Jerzego Jachowicza, książka "Lech Wałęsa idea i historia" Zyzaka wpisuje się w literaturę nie faktu, ale czytelników "Faktu". I "Super Ekspresu". Zyzak oparł badanie o "oral history", czyli wypowiedzi (w większości anonimowe) ludzi z grona Wałęsy. W wyniku czego czytelnicy otrzymali prześmiewki, prostackie opowiastki i mnóstwo jadu.

Biedny Zyzak nawet nie odkrył, że Wałęsa współpracował z SB. Zrobili to inni, wcześniej. Ba! Już nawet poważni historycy zdążyli stwierdzić, że ta "współpraca" jako krótkookresowa i tak naprawdę w małym zakresie uśpiła czujność służb i zadrwiła z totalitarnego systemu sprawowania władzy w państwie. Młody gniewny do tego stwierdzenia nie doszedł. Bo poszedł rozmawiać z kolegami Wałęsy z podstawówki.

Gdy inny redaktor "Dziennika" w ten sam sposób próbował "odkryć prawdę" o Zyzaku, niepochlebnych opinii o chłopaku usłyszał więcej niż ten o Wałęsie. Ludzie z otoczenia Zyzaka (rzadziej anonimowo) wytykali mu jego zapał bojówkarza PiS, pyszałkowatość i agresywnie formułowane tezy bez zaplecza argumentów.

Najbardziej znany obecnie historyk młodego pokolenia odgrzewa cudze wizje. Nie byle kogo - walecznego Jarosława, ku chwale ojczyzny. Początkowo myślałam, że chłopak jest jedynie zmanipulowanym wasalem Jarka. Im więcej jednak faktów o nim wypływa, tym głębiej przekonuję się, że zawiść wobec legendy wypływa bezpośrednio z niego. Samoczynnie.

Zyzak ma dwadzieścia cztery lata. Jest zaledwie dwa lata młodszy ode mnie. Jest jednym z nas, z naszego pokolenia. Książka, którą napisał to jego indywidualny krzyk w kierunku obraźliwego stwierdzenia: "nasze pokolenie nie ma o co walczyć" - powiedział w wywiadzie. Żałował, że nie urodził się o wiele lat wcześniej, by sam mógł odegrać rolę w walce z PRL-owskim reżimem, niedoceniany polski Lord Jim. "Bo ludziom z Sierpnia, z Powstania zawsze o coś chodziło. O sprawę. O wartości" - dodał.

A nam przecież o nic nie chodzi. Dryfujemy bez namysłu po bezkresnym oceanie papki medialnej. Bo i o czym mamy myśleć? Skoro wszystko co było do powiedzenia inni powiedzieli za nas. To co do wywalczenia już wywalczono dla nas. Tezy, które wygłaszamy gdzieś już kiedyś przeczytaliśmy. Zabieramy głos w dyskusji o PRL, używając cudzych argumentów. Bo ile dzieciaki, którymi wtedy byliśmy mogły zauważyć? W 1989 szliśmy do pierwszej komunii lub na pierwszy film "dozwolony od lat piętnastu"...

Na serio tacy jesteśmy? Bez celu twórczego? Bez wartości? Bez idei? Nic? Nie wiemy co budować, więc zaczynamy burzyć?

Dla mnie Zyzak, jego książka, teorie i walka z wymyślonymi wiatrakami póki co reprezentują radykalny odłam naszego pokolenia. Ten rzeczywiście bez wizji. Realizując ambicje w upartyjnionym IPN-ie wpisuje się w margines. Margines, na którym niestety robi się tłoczno.

Komentarzy: 0
O nepotyzmie... słownikowo

Sporo osób zwróciło mi uwagę na "literówkę" w tytule. Wyraz "nepotyzm" niektórzy, nawet dziennikarze popularnej gazety (!), odmieniają w miejscowniku "o nepotyźmie".

Oczywiście jest to błąd.

Prawidłowo pisze się "o nepotyzmie". (Więcej tutaj)

Dlatego nie poprawię tytułu!

Komentarzy: 1
1 | 2 |